Jest mi lepiej na duchu. Jaśniej. Uczę się trudnej sztuki olewania prób przyjmowania na siebie winy za niepowodzenia innych. Nie tylko za niepowodzenia, ale także frustracje wynikające z lenistwa, z tego, że chciałoby się swoje sumienie uspokoić, zwalając na innych odpowiedzialność. Postanowiłam też, że jeśli nie dam rady słuchać, to wyjdę. Mam głęboko w dupie to, co sobie o mnie pomyślą. Ja będę pierwszą zadowoloną, przerwę wieloletnią rodzinną tradycję narzekania na wszystko i czepiania się z powodu byle pierdoły. No i wywalę linki z kociej strony w osobiste rejony.