Gdybym miała pozwolenie na broń i gnata w kieszeni, to najpewniej dzisiaj bym kogoś zastrzeliła. Pierwszy był ten pacan z supermarketu. Przypomina mi się znowu “Upadek” z Michaelem Douglasem.
A teraz ścina mnie z nóg byle pierdoła. Na przykład kosmiczny bałagan w pomieszczeniu, którego sprzatanie przed 1,5 miesiąca przypominało remont generalny.
Nie mogę i nie chcę sobie wyobrażać, że życie sięga dalej niż dzisiejsze pójście spać. To byłaby przerażająca pesrpektywa.