Koledzy lubią taką nastolatkę za to, że jest uśmiechnięta, że się nie obraża, na dodatek przytyki i przygaduchy potrafi obrócić w żart, ewentualnie odciąć się od nich złośliwym komentarzem. No po prostu jest super – zero dąsów, full zrozumienie i luzik. A rodzicielka MUSI ją lubić i ślepo podziwiać za kompletny brak wyżej wymienionych cech, a ponad to kochać za wszystkie niedotrzymane obietnice, za wszystkie puszczone mimo uszu rodzicielskie prośby o rzeczy ważne i te jeszcze ważniejsze… reagować z entuzjazmem na wszystkie narzekania zdrowotne typu ból głowy z niewyspania (księga skarg i zażaleń w tej sprawie powinna wisieć u Szymona Majewskiego w programie), ból kolana (zażalenia można składać w klubie jeździeckim, w klubie tanecznym) ból kręgosłupa (można się przenieść z materaca pod łóżkiem na górny, wygodny pokład) – a nie proponować, że jak skończy 14 lat to się ją odda do domu starców… Rodzicielka również powinna przytulić zmęczone życiem nastoletnie jestestwo, a ma ochotę kopnąć w tyłek, żeby się ruszył do pomocy w pozbieraniu prania czy innych domowych bieżących przykrościach…
No, a co Ty chciałaś?
Tak bez nic!
Tak bez bólu wychować i na szerokie wody wypuścić swoją nastoletnia?
Tak moja Pani się nie da!
Tak, to tylko ……..w Erze!
A naprawdę, to ciężki kawałek chleba!
Którego nie zawiszczam, bom już po, ale rozumiem i afirmuję!
No ciężki, bo ona zamiast być mądrzejsza, to głupieje na potęgę…