Dzisiaj rano było ich dwie. Jedna uparcie próbowała zatuszować pryszcz, a druga cierpliwie znosiła te zabiegi. Uważny obserwator mógłby przysiąc, że bohater całego zamieszania dawno już znikł pod warstwą korektora i kremu tonizującego, ba, mógłby sie kląć w żywe kamienie, że z odległości metra (typowa odległość szkolna) widzi jedynie placek w kolorze ciemniejszym o ton od skóry. Kwestia gustowności tej zmiany była dyskusyjna, ale kto chciałby dyskutować na takie tematy z rozjuszoną nastoletnią potrzebą bycia piękną… Było ich dwie – ani ta od tuszowania pryszcza, ani ta druga odbijająca się w lustrze zdawały się nie pojmować prawdy, która oczywista stała się już dla starożytnych – tempus fugit… Tempus fugit!
Czy ja mam dobre przeczucie, że się znamy od dawna???? Trochę mnie myli tytuł bloga,ale…….
HEHEHEHEHE, pewnie że się znamy.
Bo u mnie w domu, proszę pani, dziecisko, psisko, kociska i dwie dorosłe udręczone przez inwentarz baby
No, tom odetchłą. Przynajmniej wiem, że z moimi przeczuciami jeszcze tak źle nie jest! Hi,hi,hi!